Poem fractal

Side by side

Random

0.020 apart. A smaller distance means the lines are built more alike.

This number is read from the build of the lines. The bright edge is that number, carried outward until the pattern repeats.

To an April's Daisy

by John Clare

−0.0771 + 0.0024i

Drawing the boundary…

Testament mój

by Juliusz Słowacki

−0.0820 − 0.0166i

Drawing the boundary…

The poems

Each poem scrolls on its own, so the two texts stay beside each other.

To an April's Daisy

by John Clare

Welcome, old Comrade! peeping once again;
Our meeting ’minds me of a pleasant hour:
Spring’s pencil pinks thee in that blushy stain,
And Summer glistens in thy tinty flower.

Hail, Beauty’s Gem! disdaining time nor place;
Carelessly creeping on the dunghill’s side;
Demeanour’s softness in thy crimpled face
Decks thee in beauties unattain’d by pride.

Hail, ’Venturer! once again that fearless here
Encampeth on the hoar hill’s sunny side;
Spring’s early messenger! thou’rt doubly dear;
And winter’s frost by thee is well supplied.

Now winter’s frowns shall cease their pelting rage,
But winter’s woes I need not tell to thee;
Far better luck thy visits well presage,
And be it thine and mine that luck to see.

Ah, may thy smiles confirm the hopes they tell
To see thee frost-bit I’d be griev’d at heart;
I meet thee happy, and I wish thee well,
Till ripening summer summons us to part.

Then like old mates, or two who’ve neighbours been,
We’ll part, in hopes to meet another year;
And o’er thy exit from this changing scene
We’ll mix our wishes in a tokening tear.

Testament mój

by Juliusz Słowacki

Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami,
Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny,
Dziś was rzucam i dalej idę w cień — z duchami —
A jak gdyby tu szczęście było — idę smętny.

Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica
Ani dla mojej lutni — ani dla imienia; —
Imię moje tak przeszło jak błyskawica
I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia.

Lecz wy, coście mnie znali, w podaniach przekażcie,
Żem dla ojczyzny sterał moje lata młode;
A póki okręt walczył — siedziałem na maszcie,
A gdy tonął — z okrętem poszedłem pod wodę…

Ale kiedyś — o smętnych losach zadumany
Mojej biednej ojczyzny — przyzna, kto szlachetny,
Że płaszcz na moim duchu nie był wyżebrany,
Lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny.

Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą
I biedne moje serce spalą w aloesie,
I tej, która mi dała to serce, oddadzą —
Tak się matkom wypłaca świat — gdy proch odniesie…

Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb — oraz własną biedę:
Jeżeli będę duchem — to się im pokażę,
Jeśli Bóg mię uwolni od męki — nie przyjdę…

Lecz zaklinam — niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba — na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!…

Co do mnie — ja zostawiam maleńką tu drużbę
Tych, co mogli pokochać serce moje dumne;
Znać, że srogą spełniłem, twardą bożą służbę
I zgodziłem się tu mieć — niepłakaną trumnę.

Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi
Iść… taką obojętność, jak ja, mieć dla świata?
Być sternikiem duchami napełnionej łodzi,
I tak cicho odlecieć — jak duch, gdy odlata?

Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mi żywemu na nic…tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba — w aniołów przerobi.

—
—
0:00
0:00
Track 1
Skip to main content