Poem fractal

Side by side

Random

0.030 apart. A smaller distance means the lines are built more alike.

This number is read from the build of the lines. The bright edge is that number, carried outward until the pattern repeats.

Invisible

by Elizabeth Devereux

−0.0525 − 0.0127i

Drawing the boundary…

Testament mój

by Juliusz Słowacki

−0.0820 − 0.0166i

Drawing the boundary…

The poems

Each poem scrolls on its own, so the two texts stay beside each other.

Invisible

by Elizabeth Devereux

Wrinkled hands clutch worn wooden canes,
Shuffling past, unseen, unheard, unnamed.
You rush by, averting eyes from my weathered face,
Blind to the tapestry of years I've laced.

Once, I danced in Singapore's gilded halls,
Fled war's fury, scaled fortune's falls.
I loved a pilot who kissed the sky,
His crash, my heart's unending cry.

I wandered Europe's cobbled streets,
Penned verses of loss and bittersweet.
In Seville's sun, I found my stage,
A genteel beggar, an artful sage.

You see a crone, a burden, naught but old,
Not the tales of fire and ice I hold.
My eyes, though dimmed, have witnessed war and peace,
My voice, though soft, once made the mighty cease.

If I should stumble, fall upon the stone,
You'd rush to help, but only flesh and bone
Would you perceive – not spirit, not the soul
That burns still bright, though body's no longer whole.

You pat my hand, all pity, no real care,
Convinced that you'll never be caught in age's snare.
But time ticks on, relentless in its march,
And you too shall pass beneath its arch.

Remember, then, these words from one who knows:
Behind each lined face, a universe grows.
In every elder's step, a lifetime treads,
Invisible worlds crown our silver heads.

Testament mój

by Juliusz Słowacki

Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami,
Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny,
Dziś was rzucam i dalej idę w cień — z duchami —
A jak gdyby tu szczęście było — idę smętny.

Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica
Ani dla mojej lutni — ani dla imienia; —
Imię moje tak przeszło jak błyskawica
I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia.

Lecz wy, coście mnie znali, w podaniach przekażcie,
Żem dla ojczyzny sterał moje lata młode;
A póki okręt walczył — siedziałem na maszcie,
A gdy tonął — z okrętem poszedłem pod wodę…

Ale kiedyś — o smętnych losach zadumany
Mojej biednej ojczyzny — przyzna, kto szlachetny,
Że płaszcz na moim duchu nie był wyżebrany,
Lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny.

Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą
I biedne moje serce spalą w aloesie,
I tej, która mi dała to serce, oddadzą —
Tak się matkom wypłaca świat — gdy proch odniesie…

Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb — oraz własną biedę:
Jeżeli będę duchem — to się im pokażę,
Jeśli Bóg mię uwolni od męki — nie przyjdę…

Lecz zaklinam — niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba — na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!…

Co do mnie — ja zostawiam maleńką tu drużbę
Tych, co mogli pokochać serce moje dumne;
Znać, że srogą spełniłem, twardą bożą służbę
I zgodziłem się tu mieć — niepłakaną trumnę.

Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi
Iść… taką obojętność, jak ja, mieć dla świata?
Być sternikiem duchami napełnionej łodzi,
I tak cicho odlecieć — jak duch, gdy odlata?

Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mi żywemu na nic…tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba — w aniołów przerobi.

—
—
0:00
0:00
Track 1
Skip to main content